Mało się dzieje, więc dziś odgrzewki. Widoczki panoramiczne ze Szkocji, najlepiej oglądać na dwóch/trzech monitorach.

Świt na Isle of Skye

Old Man of Storr - Isle of Skye

Old Man of Storr - Isle of Skye

Isle of Skye

The tide is high but I’m holding on
I’m gonna be your number one.
NUMER ONE
Są takie chwile które warto upamiętnić!

Pierwszy ciepły weekend w tym roku. Wreszcie można się gdzieś ruszyć. Zupełnie przypadkiem przypomnieliśmy sobie, że nie widzieliśmy jeszcze białych klifów. Seven Sisters i Beachy Head wydały się mieć wystarczająco zachęcające nazwy.

Wreszcie zrobiło się słonecznie. Koniec deszczy, śniegów i zimna (względnie). W pierwszy, słoneczny dzień na wyspie Skye pojechaliśmy na półwysep Trotternish. Tuż za Portree, największym miastem Skye droga zmienia się z jednopasmowej na porządną, wijącą się wokół wzniesień jedno-pasową z mijankami. Ale wciąż jest asfalt.

Powoli wyjeżdżaliśmy z Highlands i śnieżnych zamieci posuwając się wciąż na północny zachód. Następny przystanek był w Fort William. Po drodze, niedaleko za Rannoch Moor (równinie, którą strasznie chciałbym zobaczyć kiedyś wczesną jesienią, w słońcu i z kwitnącymi wrzosami), zatrzymaliśmy się na lunch z lokalnych potraw, co w tym przypadku oznaczało: burgera z dziczyzny i kiełbaski również z dziczyzny. Wszystko lokalnie upolowane, jak sądzę.

Nam też udało się upolować niewielką grupkę dorodnych jeleni i – uprzedzając pytania: nie chodziło o sprzedanie zepsutego obiektywu japońskim turystom. Nic takiego nie miało miejsca, ale od tego czasu widzieliśmy całkiem sporo dziczyzny wałęsającej się po dolinach w poszukiwaniu pożywienia.

Od poniedziałku posuwaliśmy się w deszczu coraz bardziej na północ. Nie padało mocno, ale dość, żeby mokły aparaty i woda leciała za kołnierz. Tu w zasadzie nic ciekawego specjalnie się nie działo. Sporo śniegu, niepewność czy drogi będą otwarte i przejezdne, postoje co chwila, żeby podziwiać zamglone widoki i odmrozić sobie tyłek.