Miał być wypad w góry, a skończyło się na podziwianiu największych miast w Walii (dwóch). Na szczęście na koniec dotarliśmy do Bristolu i po krótkim spacerze po centrum jesteśmy przekonani, że jeszcze tam wrócimy.

A Walia, cóż… Co tu pisać? Zaczęło się późnym porankiem, po śniadaniu i kawie od pomysłu – „ostatni długi weekend w tym roku, pojedźmy gdzieś”. Zawsze chciałem zobaczyć Waun Lefrith i cwm Llyn y Fan Fach. No i te wszystkie drogowskazy z niedającymi się wymówić nazwami, będącymi na pozór dość dowolnymi zbitkami liter. Ostatni długi weekend sierpnia, koniec wakacji, ostatnia szansa na wyrwanie się z miasta – to nie są powody, żeby przed wyjazdem rezerwować gdziekolwiek nocleg. Nie dla nas przynajmniej. Tak więc już po kilku godzinach byliśmy w malowniczym hotelu, dokładnie w centrum niczego i rozmawialiśmy z miłym recepcjonistą, gdzie by tu jeszcze można znaleźć pokój. Najbliżej to chyba w Swansea.

Ze znalezieniem pokoju nie było problemu. Znaleźliśmy nawet trzy, jeden z widokiem na klatkę pożarową i ciasne, walijskie podwórko, drugi z widokiem na łatane dachy, a trzeci z widokiem na zatokę. Uroczo, zdjęcie pośród innych poniżej.

O Swansea można napisać, że jest. Ma plażę, nawet wyjątkowo z pisaku, jest centrum, które w niedziele przed 9tą wygląda dość smutno, trochę sklepów, fontannę, odnowioną High Street, kawałek zamku. I tyle – kawa, śniadanko, spacer i w drogę do Cardiff. A tam to dopiero się działo – stolica Walii uderzyła nas całym swoim urokiem. Nie wiedzieliśmy od czego zacząć więc na początek się zgubiliśmy, szukając parkingu. Wykopki w centrum nie ułatwiały sprawy i nie obyło się bez tyłowania. Plus jest taki, że jak na Polaka przystało, wykiwaliśmy sprytny system Park & Ride, system płatnych parkingów w centrum i zostawiliśmy wóz w jakiejś uliczce pod biurowcem za free.

O Cardiff jakoś znów nie ma za bardzo co opowiadać. Jest spory stadion rugby, ale na zwiedzanie godzinne z przewodnikiem nie mieliśmy czasu. Zamek, po tych które już widzieliśmy w Anglii i Szkocji, nie budził emocji – jak zawsze feeria plastikowych atrap dla szukających prostej rozrywki. Poszwendaliśmy się po centrum i po lunchu stwierdziliśmy, że resztę dnia lepiej poświęcić na Bristol.

I to było zaskakująco (choć trochę się spodziewaliśmy) interesujące przeżycie. W zatęchłej, historycznie obolałej Anglii, gdzie wszystko ma tradycję porośniętą grzybem Bristol jest oazą nowoczesności. Nawet Londyn, który ma sporo nowej architektury wydaje mi się przy Bristolu jakiś taki stary i ciasny. Ze starym miastem, gdzie odbywał się właśnie niewielki festyn jazzowy, sąsiaduje spore, nowoczesne i przestronne centrum. Są place, kanał, deptaki, łódki wycieczkowe, kawiarnie, bary, wszystko co potrzeba. Czasu starczyło nam na spacer wzdłuż  kanału od Broad Quai, aż do wiszącego mostu i z powrotem, wizytę na Millenium Square i kanapkę w parku. I do domu. Tyle było przyrody w Walii.

Pierwszy ciepły weekend w tym roku. Wreszcie można się gdzieś ruszyć. Zupełnie przypadkiem przypomnieliśmy sobie, że nie widzieliśmy jeszcze białych klifów. Seven Sisters i Beachy Head wydały się mieć wystarczająco zachęcające nazwy.

Anglia @ 31 Styczeń 2010, “Skomentowano 5 razy”

Cisza i spokój na pustych krajobrazach cypla Dungeness. Kamienista plaża, niskie, zimowe słońce, parterowe domki z tektury i mini-kolejka parowa – na pewno jeszcze tam wrócimy (z lepszymi, większymi i mniejszymi obiektywami :P)

Dungeness latarnia

Latarnia nad plażą


Łowcy chmur

Łowcy chmur


Osada na końcu cypla

Osada na końcu cypla


chatynka

Taki sobie domek nieduży


ze skrzyneczką na listy

... ze skrzyneczką na listy


czarny dom

Czarny domek na prerii

Jesień

Jesień na północ od Londynu

Jesień na północ od Londynu

Wzgórza Chiltern

Wzgórza Chiltern

W katedrze St. Albans natknęliśmy się na zakątek z dewocjonaliami, a w nim regal „biblijny” z różnymi wydaniami Biblii. Na szczególną uwagę zasługują wersje „Green Bible” oraz „Gift Bible” – wydania zielone i podarunkowe.

Jedna historia, różne wersje

Jedna historia, różne wersje

Zamek Bodiam

Zamek Bodiam

I znów czarno-białe obrazki. Zamek Bodiam leży w okolicy Hastings i pola bitwy 1066. Zbudowany na planie kwadratu, z czterema wieżami w rogach, dwoma bramami, fosą i mostami zwodzonymi jest idealnym, bajkowo-filmowym przykładem średniowiecznych fortyfikacji.