Wreszcie zrobiło się słonecznie. Koniec deszczy, śniegów i zimna (względnie). W pierwszy, słoneczny dzień na wyspie Skye pojechaliśmy na półwysep Trotternish. Tuż za Portree, największym miastem Skye droga zmienia się z jednopasmowej na porządną, wijącą się wokół wzniesień jedno-pasową z mijankami. Ale wciąż jest asfalt.

Powoli wyjeżdżaliśmy z Highlands i śnieżnych zamieci posuwając się wciąż na północny zachód. Następny przystanek był w Fort William. Po drodze, niedaleko za Rannoch Moor (równinie, którą strasznie chciałbym zobaczyć kiedyś wczesną jesienią, w słońcu i z kwitnącymi wrzosami), zatrzymaliśmy się na lunch z lokalnych potraw, co w tym przypadku oznaczało: burgera z dziczyzny i kiełbaski również z dziczyzny. Wszystko lokalnie upolowane, jak sądzę.

Nam też udało się upolować niewielką grupkę dorodnych jeleni i – uprzedzając pytania: nie chodziło o sprzedanie zepsutego obiektywu japońskim turystom. Nic takiego nie miało miejsca, ale od tego czasu widzieliśmy całkiem sporo dziczyzny wałęsającej się po dolinach w poszukiwaniu pożywienia.

Od poniedziałku posuwaliśmy się w deszczu coraz bardziej na północ. Nie padało mocno, ale dość, żeby mokły aparaty i woda leciała za kołnierz. Tu w zasadzie nic ciekawego specjalnie się nie działo. Sporo śniegu, niepewność czy drogi będą otwarte i przejezdne, postoje co chwila, żeby podziwiać zamglone widoki i odmrozić sobie tyłek.

Pierwszy przystanek – Mur Hadriana w Parku Narodowym Northumberland. Pogoda jak na Szkockie warunki była znośna, ale do zdjęć się średnio nadawała. Przy murze zaczęliśmy od ruin fortu Vindolanda, całkiem sporej odkrywki archeologicznej, po czym skierowaliśmy się trochę dalej na północ do muru właściwego. Na tym odcinku malowniczo układa się na niewielkich wzgórzach stromych od dzikiej północy i łagodnie opadających ku cywilizowanemu południu. Spacerek od parkingu skończyliśmy na jednym z najsłynniejszych drzew w Anglii, bo zaczęło siąpić.

Do Edynburga dotarliśmy pod wieczór i od razu poszliśmy do centrum na kolację i krótką przechadzkę. Na drugi dzień – w tym jednym miejscu nasz Bed&Breakfast składał się jedynie z Bed, breakfast we własnym zakresie – zaczęliśmy wycieczkować od pierwszego, tradycyjnego, szkockiego śniadania: jajko sadzone, smażona kiełbaska, fasolka, grzybek – smażony i tosty (skład różnił się w zależności od miejsca). Posileni poszliśmy się wałęsać po mieście. Trochę po centrum, potem zamek (ale niestety tylko z zewnątrz), zakup kurtki przeciwdeszczowej, szkocki parlament, obiad i do pokoju przygotować się na następny dzień.

Szkocja

Z Bright Crescent w Edynburgu do Breadalbane Street w Oban. 10 dni i ponad 640 mil dróg (tylko w samej Szkocji – łącznie równo 1600), ale główny cel wyprawy to Isle of Skye. Słońce, deszcz, śnieg, więcej deszczu, ciut słońca i wreszcie duży deszcz na powrót – pogoda dopisała, pokazała się w całej rozpiętości prezentując pełne spektrum Szkockich możliwości.

Zaczęliśmy od ruin rzymskich Vindolanda i Muru Hadriana, potem Edynburg, zamek w Stirling, zaśnieżone Killin i zamek Blair. Następnie przejazd do Fort William przez południwe Highlands i Rannoch Moor, wypad nad Loch Ness i do ruin zamku Urqhart, potem przez Highlands i most Skye na wyspę Isle Of Skye. Tam przez dwa dni zwiedzanie okolicy – najpierw część północna i Old Man of Storr, a następnie Point Neist. Ostatnie dni to przejazd do Oban z przystankiem w zamku Eilean Donan i kilku innych, zwiedzanie Oban i okolicy (destylarnia) i powrót do domu.


Wyświetl większą mapę

Dostawca Coca-Coli

Dostawca Coca-Coli