Drugi dzień pobytu w Rabacie przeznaczyliśmy na zwiedzanie okolicy. Plecaków nie udało się zostawić w przechowalni na stacji z powodu braku takowej. Ruszyliśmy więc z całym dobytkiem. Pierwszy kurs taksą obraliśmy na twierdzę Kasbah. Życzliwi i bezinteresowni mieszkańcy skierowali nas na taras najkrótszą drogą przez malownicze, wąskie uliczki o posadzkach malowanych na biało i ścianach na kolor błękitny. Rankiem miasto budziło się dopiero do życia, więc nic nie zakłócało naszej wycieczki.

Kasbah Rabat

Kasbah Rabat Kasbah Rabat Kasbah Rabat

Kasbah Rabat Kasbah Rabat Kasbah Rabat

Z twierdzy pojechaliśmy na drugi koniec miasta zajrzeć do opuszczonego miasta rzymskiego Sala Colonia i nekropoli Merenidów Chellah. Początkowo miejsce na skarpie nad brzegiem rzeki Wadi Bu Raghragh było osiedlem Fenicjan i Kartagińczyków. Ok roku ad.40 kontrolę przejęli Rzymianie, tworząc jeden z najdalej wysuniętych przyczółków imperium. Poddali się jednak Berberom, a w 1154r. ludność przeniosła się na drugi brzeg rzeki nad morze zakładając miasto Sala. Na miejscu opuszczonej osady sułtan Abou al-Hassan utworzył nekropolię i otoczył ją murami.

Chellah Meczet

Chellah Rabat Chellah Rabat Chellah Rabat

Chellah Rabat Chellah Rabat Chellah Rabat

Wakacje @ 29 Sierpień 2008, “Skomentowano 3 razy”

Rabat – czysta i porządna stolica. Szerokie ulice, brak (względnie) śmieci, ludzie nienachalni, brak arabskiego marketingu. Atmosfera była niepokojąco wyluzowana dopóki nie doszliśmy do hotelu. Stojąc i zastanawiając się tu czy gdzie indziej, zostaliśmy zauważeni i zagadnięci przez… hmm, powiedzmy „boya”. No i wszystko wróciło do normy – kom dżast luk, i giw ju speszal prajs. No i dostaliśmy. Special price. Ale nie było źle, zresztą to tylko jedna noc.

Po rozpakowaniu poszliśmy na miasto, nic specjalnego – Ville Nouvelle bardzo ładna, Medina mała i brudna, plaża kamienista, prawie pusta, knajpy dookoła drogie. Na drugi dzień po wymeldowaniu się z hotelu postanowiliśmy w pełnym rynsztunku zwiedzić resztę miasta. Ruszyliśmy na Kasbah – fortecę z pięknymi, błękitnymi uliczkami. Przewodnicy jakimś dziwnym trafem kiedy by nie przyjść twierdzą, że trzeba szybko bo zaraz zamykają. Podziękowaliśmy i z uprzejmym niezrozumieniem na twarzach śmiało ruszyliśmy wgłąb. Z Kasbahu taksą pojechaliśmy na Chellah, kolejne rzymskie ruiny przekształcane przez muzułmanów. Meczet, forum, fontanna, niewielki ogród. Na koniec został pałac królewski. Sprawdzili nam paszporty przed wejściem, zabrali noże i karabiny, skierowali na plac przed pałacem i poinstruowali gdzie można robić zdjęcia.

Rabat pierwsze wejście

Centrum Rabatu Ave Mohammed V Główny bank Rabat meczet Sunna

Meczet Sunna Centrum Rabatu Ave Mohammed V Pierwsze spotkanie z Oceanem

Wakacje @ 28 Sierpień 2008, “Skomentowano 8 razy”

Poświęceni w mieście na wzgórzu wskoczyliśmy do merca i szofer zabrał nasze europejskie, białe tyłki do ruin fenicko-rzymskiego miasta Volubilis. Gorąco było potwornie, zabezpieczyliśmy się kupując wcześniej maskujące czapeczki marki Adidas u przyjaźnie nastawionego handlarza. Na miejscu okazało się, że mamy za mało wody, a przewodnicy, którzy z narażeniem zdrowia czatują przy bramie, obrazili się jak powiedzieliśmy, że idziemy sami.

Centrum Volubilis

Volubilis Volubilis Volubilis

Triumfując Volubilis Volubilis

Volubilis Volubilis Volubilis

Wakacje @ 28 Sierpień 2008, “Skomentowano 4 razy”

Z Fes udaliśmy się wypoczęci i pełni energii (wciąż) do Meknes, gdzie założyliśmy w pełni profesjonalny przyczółek wypadowy. Zaraz potem ruszyliśmy na podbój Moulay Idriss – świętego miasta na wzgórzu oraz Volubilis – ruin miasta fenicko-rzymskiego.

Moulay Idriss

Moulay Idriss Mauzoleum Moulay Idriss Osioł Moulay Idriss

Główny plac miejski Moulay Idriss Święte miejsce, najważniejszy meczet Moulay Idriss Ulice Moulay Idriss + nasz przewodnik

Wakacje @ 26 Sierpień 2008, “Skomentowano 6 razy”

Zdjęcia z Maroka. Wróciliśmy. Udało się. Zaczęliśmy przylotem do Marrakeszu, skąd z marszu przejechaliśmy do Casablanki. Tam powitał nas hotel z obsługą (powiedzmy) nie mówiącą po angielsku oraz przemiłe, choć gryzące afrykańskie mrówki – miejskie więc i niewielki. Strat w ludziach nie było, skończyło się na lekkich swędzących pogryzieniach. Generalnie syfnie, zdjęcia średnie, oszołomieni pierwszym spotkaniem z Afryką zapomnieliśmy zajrzeć do meczetu.

Po niespokojnej nocy w Casa ruszyliśmy na stację w drogę do Fes. Zmęczeni, niewyspani, przestraszeni, zniechęceni na pocieszenie i podbudowanie morale wybraliśmy pierwszą klasę, gdzie podróż upłynęła w spokojnej, cichej, klimatyzowanej atmosferze. Towarzyszyła nam cicha, starsza pani w oryginalnej szacie marokańskiej z farbowanymi dłońmi. My daliśmy pani orzeszki, ona nam chusteczkę. Później musiałem nieść jej walizkę z pociągu z czego była raczej zadowolona.

Poniżej wejście do Mediny w Fes, po prawej ręce mamy bardzo dobrą restaurację, gdzie obraziłem pierwszy raz kelnera, nie dając napiwku. Puścił to w niepamięć sprzedając nam następnego dnia zupę, której nie zamawialiśmy. Podążając dalej wgłąb zdjęcia zaczyna się dzicz.

Wejście do Mediny Fes

Uliczka Fes Medina Dachy Mediny Uliczka handlowa

Pierwszą atrakcją (pomijając arabów) była Medersa Bou Inania, najlepsza uczelnia teologiczna w Fes z 1357r.

Fes - Medersa Bou Inania

Fes - Medersa Bou Inania Fes - Medersa Bou Inania Fes - Medersa Bou Inania

Fes - Medersa Bou Inania Fes - Medersa Bou Inania Fes - Medersa Bou Inania

Buszując po medinie i opędzając się dzielnie od natrętnych sprzedawców trafiliśmy w końcu do całkiem ciekawego muzeum drewna. Hmm, może nie brzmi to zbyt imponująco, multimedialnych prezentacji nie było, ale wnętrze przyjemne i taras z widokiem na okolicę całkiem atrakcyjny.

Kolejne ładne zdjęcie z mueum drewna w Fes

Fes - Muzeum drewna Fes - Muzeum drewna Fes - Muzeum drewna

I dalej ruszamy w el-Bali, wąskie uliczki, fałszywi przewodnicy, natrętni sprzedawcy, setki osłów, tysiące kolorów, miliony zapachów.

Fes - plan metalowy

Fes - ulice Mediny el-Bali Fes - ulice Mediny el-Bali Fes - ulice Mediny el-Bali
Fes - ulice Mediny el-Bali Fes - ulice Mediny el-Bali Fes - ulice Mediny el-Bali

Po długim okresie nieobecności spowodowanym brakiem czasu, brakiem przełomowych wydarzeń, oraz wczasami pracowniczymi w bratnim kraju Maroko powracamy w glorii i chwale. Pełni zapału, nowych pomysłów, zdjęć, wrażeń i przemyśleń znów będziemy pisać na potęgę.