Ostatnie dni wczasów spędziliśmy w Essaouiri – wyluzowanej, marokańskiej stolicy surfingu i „dobrego stuffu”. Ramadan trwał już w najlepsze, Arabowie chodzili głodni i spali, a my mogliśmy się relaksować spacerując po mieście i plaży.

Essaouira główna aleja
Byliśmy w twierdzy i nad oceanem.
W sklepach i na pustyni.
I tyle. Wróciliśmy.
Fotki,
Wakacje @ 03 Wrzesień 2008, Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
Grobowce Saadytów, składające się z dwóch mauzoleów, dziedzińca oraz ogrodów, zachowały się w idealnym stanie do początku XXw. za sprawą Moulaya Ismaila, który obawiając się grabieży zamurował wejście do kompleksu. Odkryto go ponownie w roku 1917, kiedy zaintrygowany powietrznym zwiadem terenu gen. Lyautey polecił przebić przejście na ten teren. Jest to miejsce spoczynku władców z dynastii marynidzkiej. Najstarszy grób datowany jest na rok 1557.



Pałac de la Bahia – XIX-wieczny dom dostojnika państwowego. Nieregularne pokoje, zawiłe korytarze, zaciszne ogrody, fontanny i liczne dziedzińce, a wszystko to dla wygody i przyjemności czterech żon i dwudziestu czterech konkubin właściciela. Tak to się bawiono 200 lat temu, swoją drogą musiało być sporo więcej kobiet, żeby dla wszystkich starczyło. A od dziewięciu już lat miłościwie, obecnie panujący, oświecony król zakazał posiadania więcej niż jednej żony. Konkubin oficjalnie chyba też, ale jak oni tam to sobie organizują to już tylko tubylcy wiedzą.


Pożegnaliśmy Rabat i relaksując się w pierwszej klasie pociągu dalekobieżnego z Suwałk do Białej Podlaskiej dotarliśmy do Marrakeszu. Uzbrojeni w wiedzę ile kosztuje przejazd taksówką, zaprawieni w bojach z handlarzami, zmęczeni „szanowaniem kultury arabskiej” dotarliśmy do największego miasta już zupełnie wyluzowani. Nic nie było nam straszne. DD zapytana w sklepie przez uprzejmego, młodego człowieka „what are you lookin’ for?” odparła „Peace & quiet, do you have some?”. Sprzedawca nie zrozumiał, ale na wszelki wypadek rzucił okiem na wystawiony towar proponując coś w zamian.
Pierwszego dnia relaksowaliśmy się po podróży oraz cieszyliśmy oko egzotycznym urokiem wielkiego miasta afrykańskiego. Siedząc wieczorem na tarasie restauracji i czekając, aż wystygnie śmiertelnie gorące pożywienie spotkaliśmy znajomych z wydziału, głównie w osobie Gosi (pozdrawiamy). Dopiero zaczynali podróż…

Centrum miasta, trzeba przyznać, jakby nieco czystsze, budynki o wyższym standardzie, sklepy z klimatyzacją, ludzie spokojniejsi. Medina już mniej luzacka, biznes turystyczny wre na całego, ale w porównaniu do wcześniejszych doświadczeń z Fes to pikuś.

Po ponad tygodniowym pobycie w kraju chaosu zorganizowanego w dziedzinie ruchu ulicznego nauczyliśmy się przechodzić przez – dość szerokie często – ulice metodą spokojnego dryfu między zdezelowanymi taksówkami i popylającymi w różnych kierunkach skuterkami.

W Marakeszu udało się odwiedzić kilka dość interesujących przybytków. Jednym z nich była wyższa uczelnia teologiczna Ali ben Youssef Medersa, można by powiedzieć Uniwersytet. Przy tej okazji pozdrawiamy wszystkich świeżych studentów uniwersytetów i innych uczelni wyższych. Wśród poniższych zdjęć zamieściliśmy przykładowy pokój studenta z licznymi, poręcznymi szafeczkami wnękowymi oraz naturalnym doświetleniem. Na innym obrazku widać wyposażenie, niezbędne pomoce naukowe potrzebne by zgłębiać tajniki wiedzy. Warto zaznaczyć, że wszystkie pokoje były przewietrzalne. Permanentnie.


