Po wielu spektakularnych porażkach Joker powrócił ze swoimi słynnymi, przerażającymi paradami dmuchanych potworów. Tym razem zaatakował już nie w Gotham ale na starym lądzie, w Londynie. Panika i groza ogarnęła mieszkańców. Służby porządkowe, policja, wojsko a nawet gwardia Jej Królewskiej Mości zostały postawione w stan gotowości. To jednak nie wystarczyło, trzeba było zwrócić się o pomoc do najgroźniejszego pogromcy Jokerowych żartów – Batmana.

Londyn wzywa Batmana
Życie na gorąco @ 15 Listopad 2008, Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze.
8:06 – dotarłem na stację. Nie spóźniłem się, ale była jakaś obsuwa, bo ludzi dużo na stacji.
8:15 – jadę już w pociągu. Napchane po pachy. Większość stoi oczywiście w przejściu, ale mnie się udało przecisnąć do środka wagonu. Jakiś gość wysiadał na pierwszej stacji, mam miejscówkę.
9:10 – dotarłem. Mam też kanapkę z M&S.
9:15 – komputer zgłosił gotowość, względną, do współpracy. Względną bo antywirus twierdzi, że ma dziś wolne. Mniejsza z tym.
9:30 – Dziś wyjątkowo dostałem kawę od V.
9:31 – rozpędzam się. Szukam notatek z piątku, żeby zacząć coś robić. Znalazłem -, skończyć rysunek dla L.
10:07 – skończyłem. Tak mi się przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje. Drukuję timeshita dla LR. Potem na górę do J po podpis i ‘job done’. J się pytał czy mam co robić, minę miał nie pewną – jak głodny kot – liczył na odpowiedź ‘mam’. Tak też powiedziałem. Ucieszył się. Wracam na dół.
10:21 – poranny przegląd prasy i poczty mam już za sobą. Pora bliżej przyjrzeć się wiadomościom.
10:38 – sandwiczman.
10:47 – J zajęty, z L nie chce gadać. Znalazłem szkice do rysunku, który robię. Zapomniałem o nim, a teraz dzięki temu mam co nanieść na rysunek. Tak też robię.
10:58 – sprawdziłem ceny biletów na święta. Wysooko latają.
11:01 – zmęczony. Od rana sąsiedzi borują DZIury. Jakieś nowe wiertła kupili?
11:56 – skończyłem. W międzyczasie przegląd newsów z branży IT.
12:35 – przyszła od M prośba o potwierdzenie wymiaru. Drukowanie, kreślenie, szkicowanie i na górę szukać akceptacji. J zrozumiał mój szkic, wymiar się zgadza. Odsyłam maila.
12:59 – zaczynam lunch. Kanapeczka + hmm… kolejny przegląd prasy.
13:33 – ćwiczenie językowe: wytłumaczyć pakistańskiemu sprzedawcy, że potrzebuję drutu, z którego będę mógł formować kształty. Połowiczny sukces. Zrozumiał, ale nie ma.
14:07 – koniec lunchu. Dłużej nie da się przeciągnąć. J wrócił. W przerwie dowiedziałem się ze L nie będzie już pracować nad projektem. Idę na górę po kolejną porcję zadań.
14:11 – J baaardzo zajęty. Wziął rysunek, powiedział, że przyjdzie jak skończy. Sprawdzam recenzje aparatów.
15:21 – J gania po biurze. Ja udaję, że pracuję.
15:49 – dwie prośby o rysunek od podwykonawców. Odsyłam.
16:03 – szukam J lub C, żeby dowiedzieć się co jest teraz najważniejsze do zrobienia. Wszyscy na spotkaniu.
16:49 – zaczynam instalować SP3, wszystkie ciekawsze artykuły już przeczytałem.
17:28 – koniec dnia, koniec instalacji. Gaszę komputer i idę do domu. W ciągu dnia zrobiłem jeden rysunek (godzina rzetelnej pracy). Pogadałem z M na temat wakacji, z E jak po urlopie w domu, zjadłem dwie greckie czekoladki, odpowiedziałem na trzy maile.
W zeszły wtorek poszliśmy na koncert Asian Dub Foundation. Atmosfera przed niemal identyczna jak w stodole, ludzie snują się leniwie z kąta w kąt, bar jeszcze nie oblegany. Jako support grał najpierw DJ, potem przyszli chłopcy o ciemnej karnacji w mocno za dużych czapkach. Chodzili po scenie, kiwali się, dmuchali w mikrofony, coś śpiewali ale tradycyjnie nagłośnienie przed głównymi gwiazdami zawsze jest gorsze, więc nic nie było słychać. Zainteresowanie publiki również niewielkie, bar święcił triumfy w tym czasie.
Asian rozpoczęli od intro na flecie z mocnym, beatowym przytupem. Podobało się, ale jeszcze nie klaskaliśmy. Potem już tylko bardzo dobry koncert, szybsze do skakania, wolniejsze, żeby odpocząć, lekkie i wesołe, żeby się odprężyć i cięższe z przesłaniem. W pamięci najbardziej utkwił kawałek o emigracji: „Emigration is not a fkn problem. We are here because of emigration, and you are here because of emigration. It is not a fkn problem”. Krzyki, piski, brawa i piosenka.